Początki bywają niebezpieczne
Czuliście kiedyś, takie zażenowanie, kiedy ktoś znajomy mijał was na korytarzu i mimo, że widzieliście, że na was patrzy to nawet nie od powiedział na powiedziane przez was "cześć". Miałam tak tylko jeden raz, ale może zanim wam opowiem o tym zdarzeniu cofniemy się do samego początku…
Zapowiadał się wtedy dzień, jak co dzień, na początku poranna toaleta, później śniadanie, ubranie się i pójście do szkoły. W szkole jak zwykle nic ciekawego się nie wydarzy, lecz nie tym razem, bo ten dzień miał zapoczątkować początek nowej przygody, na pozór zwykły, dzień, a jednak. Tego dnia w szkole pojawił się nowy uczeń, i to nie byle, jaki! Sam Will Lotario! Najprzystojniejszy i najfajniejszy chłopak na świecie, niestety, lub stety nie dla mnie. Nie należę do osób, które robią "och" i "ach" na widok umięśnionego faceta. Ja należę do osób, które potykając się o... Właściwie to o nic wpadają na takie osoby wydając z siebie jedynie pisk, który w brzmieniu przypomina rżenie osła. To wtedy po raz pierwszy usłyszałam jego cudowny, piękny śmiech. Spodziewałam się raczej jego gniewu, ale najwyraźniej go to bawiło, że omal nie zepchnęłam go ze schodów. Cóż inni pewnie by na mnie wrzeszczeli, ale nie! On musiał się śmiać. To było coś bardzo dziwnego, a zarazem fascynującego. Przedstawił mi się i za proponował, że skoro omal nie doprowadziłam do tragedii to w zamian mam oprowadzić go po szkole. Jak dla mnie spoko. Może jak następnym razem się o niego potknę to za karę będę musiała zaprosić go do mnie do domu. Stop! Ja wcale tak wtedy nie myślałam!... No, może jednak, albo... Właściwie to właśnie tak wtedy myślałam... Gdy chłopak zapoznał się ze szkołą zaprosił mnie do klubu. Mimo że nie byliśmy pełnoletni udało się nam namówić barmana żeby dał nam trochę trunku. Jednak na tym się nie skończyło, w klubie byliśmy do północy. Gdy wyszliśmy Will chciał mnie zaprowadzić do domu, niestety nie wiedział gdzie mieszkam, a byłam tak pijana, że nie potrafiłam mu powiedzieć nic sensownego, tylko w kółko powtarzałam "no mieszkam u siebie w pokoju pacanku ty, zabierz mnie do mojego pokoju" albo "no mój dom, to ten największy na ulicy, z ogrodem", więc zabrał mnie do swojego domu. Dom, to jednak mało powiedziane, to była ogromna willa. Poinformował mnie, że mamy cały dom dla siebie, bo jego rodzice wracają za miesiąc, bo byli w trakcie miesiąca miodowego. Ostatnie, co pamiętam to jego łóżko i moja bielizna na podłodze.
Witam, chciałabym po informować, iż opowiadanie będzie historią Amy i Willa, a dopiero rozdział, przed epilogiem będzie powracał do tego rozdziału, a dokładniej do momentu, kiedy Amy mówi o tym, że po raz pierwszy zdarzyło jej się, że ktoś nie powiedział jej "cześć”, ale to będzie potem.
Ykhymm no proszę jaki rozwój akcji ;)
OdpowiedzUsuńKolejne świetne dzieło
:)
Lecę dalej...